Kolacja z Lambertem wypadła bardzo
dobrze. Mimo że mężczyzna był tak samo poważny jak wcześniej, udało im się
przyjemnie porozmawiać na nieco lżejsze tematy niż poprzednio i zjeść dobre sushi.
Żałowała jedynie, że nie pozwolił jej tknąć wina, a sam wypił dość dużo i wydawał
się mieć potem trochę lepszy nastrój. Gdy odprowadził ją pod wieżowiec,
poprosił o jej profil na portalu społecznościowym, żeby umówić się jeszcze
kiedyś. Po jej telefonie nie było śladu, więc nie mogła podać mu numeru zamiast
tego.
Minęła dwudziesta druga, kiedy wróciła.
Gdyby jej rodzice byli w domu, pewnie surowo by ją potraktowali i od razu
chcieliby się dowiedzieć, z kim tak długo przebywała. Jeśli mieliby się
dowiedzieć, że z niemal obcym, dwa razy starszym mężczyzną, mogłaby do końca
roku nie wychodzić z domu, a Lambertowi narobili pewnie sporo problemów
prawnych. Mieli wpływy i niekiedy lubili
ich nadużywać, żeby dopiąć swego, wolała więc nawet nie myśleć o konsekwencjach
tego wszystkiego. Wolała, by ich znajomość została tajemnicą, ale na szczęście
rodzice wcale się tak bardzo nie interesowali jej życiem, rzadko byli na
wyciągnięcie ręki. W takim wypadku mogła się z tego cieszyć.
Głośno odetchnęła i usiadła na łóżku
w swojej sypialni. Przez chwilę rozmyślała, jej umysł ciągle zaprzątał Lambert
i jego nietuzinkowy charakter, który tak bardzo ją zaintrygował. Po chwili odpoczynku
zdecydowała się wziąć swój laptop, znaleźć go w Internecie i napisać do niego z
pytaniem, czy nie ma ochoty spotkać się znowu już jutro po południu. Pisała to
z drżącym sercem, pełna obaw, czy może nie zbyt przesadnie się mu narzuca jako
małolata.
Po kilku minutach otrzymała
wiadomość: Z miłą chęcią. Mam Ci coś do
pokazania.
Drugie zdanie wywołało u niej
mieszankę zaintrygowania i niepokoju – nie miała bladego pojęcia, co mógłby
chcieć jej pokazać. Pozostawało poczekać do jutra.
♦
– Szybko
się ta wasza znajomość rozwija – stwierdził Miron. – Co z twoją sceptycznością?
– Ciągle
jest. Ale mam powody, by być trochę przychylniejszym.
– Na
tyle, by pokazać jej studio i całą pracę?
– Tak, od
tego chcę zacząć. Mam wobec niej pewne plany… To ciągle dziecko, ale widzę w
niej jakiś potencjał. Chcę wyzwolić z niej więcej dorosłości, zrozumienia.
– Czemu
aż tak ci na tym zależy?
Chwila
ciszy.
– Myślę,
że ona tego potrzebuje.
Miron
tego nie skomentował, uniósł tylko brwi w geście niezrozumienia i oparł się o
ścianę już nieco starego budynku, w którym wielu ludzi i kilka małych firm
wynajmowało biura i gabinety, tak samo, jak oni wynajęli niewielki pokój, w
którym urządzili studio. Spędzali tam razem całe weekendy, nierzadko nie tracąc
nawet czasu na wrócenie do domu na noc i sen. Pracowali cały czas i była to
przyjemna dla nich praca. Tym razem w to piątkowe popołudnie miała do nich
dołączyć jeszcze jedna osoba.
Białowłosa
nastolatka zjawiła się pod budynkiem o umówionej z Lambertem godzinie. Powitała
ich z uśmiechem i otaksowała z ciekawością Mirona. Lambert przedstawił ich
sobie i z rozbawieniem oglądał minę chłopaka podziwiającego urodę nowej
znajomej. Od razu uznał ją za atrakcyjną. Mironowi niedaleko było do Casanovy,
ale nie bawił się na szczęście uczuciami poznanych kobiet.
Lambert
otworzył główne drzwi i zeszli razem na pierwsze piętro poniżej parteru. Poza
ich studiem nikt inny tam nie urzędował ani nikt się nawet nie zjawiał.
– Co to
za miejsce? – zapytała, gdy mężczyzna otwierał kluczem drzwi.
Otworzył
przed nią szeroko wejście i przepuścił pierwszą. Ola niepewnie weszła do
pomieszczenia. Lambert zapalił światło i jej oczom ukazało się pomieszczenie
zapełnione elektronicznym sprzętem, w szczególności fotograficznym, stertami
książek, magazynów, papierów, płyt i nawet ubrań. Część pokoju była wydzielona
szybą, by nie dostawały się tam żadne dźwięki z zewnątrz. Na jednej ze ścian
wisiała wielka tablica na niemal całą ścianę, na której przyczepiono
kilkadziesiąt zdjęć, wszystkie w czerni i bieli. Pod drugą ścianą widziała
biurko z dwoma komputerami stacjonarnymi i kolejną stertą nieułożonych
papierów. Pod trzecią natomiast stała już tylko duża, skórzana kanapa narożna
wyglądająca na wyjątkowo wygodną.
Podeszła
do tablicy, omijając rozwalone na ziemi książki fotograficzne i przyjrzała się
zdjęciom. Większość wydawała jej się dziwnie znajoma.
– Jesteś
Landon Freeman? – zwróciła się do Lamberta.
Mężczyzna
oparł się o ścianę i uśmiechnął tajemniczo. Ola uznała to za potwierdzenie i
wypuściła głośno powietrze.
–
Obejrzałam część twojej pracy.
– I jak
oceniasz?
Podszedł
i stanął krok za nią.
– Nie
wiem. To jest dla mnie zagadka. Poza tym, że podoba mi się pod względem wizualnym,
nie mogę powiedzieć wiele.
Lambert
nic nie odpowiedział. Podszedł do brzegu tablicy, ściągnął jedno ze zdjęć i
pokazał jej. Przedstawiało półnaga kobietę pozującą w wannie, całą we krwi i z
ranami.
– Ta
kobieta od lat jest fotomodelką. Sama zgłosiła się do mnie, aby stanąć przed
obiektywem. Zażądała najpierw zobaczyć mnie na własne oczy. Powiedziała, że
nago może pozować tylko przed mężczyzną, który będzie ją fizycznie pociągał. –
Jego twarz wykrzywiła się lekkim grymasem uśmiechu. – Ona nie miała żadnego
pojęcia o sztuce, nawet o fotografii niewiele wiedziała. Nie jesteś jedyną
nieobytą w tych tematach. Przynajmniej sprawiasz wrażenie, jakbyś chciała się
dowiedzieć czegoś więcej.
–
Chciałabym… – zaczęła, urwała jednak, gdy napotkała wzrok Lamberta po raz kolejny.
Mężczyzna przez chwilę przeciągał go, ale potem odwiesił zdjęcie i podszedł do
jednego z zawalonych biurek. Przez dłuższą chwilę przeglądał różne teczki i
papiery, nie patrząc na nią ani nie odzywając się słowem.
Ola,
znowu nieco speszona, odwróciła się w stronę chłopaka przedstawionego jej jako
Miron, który siedział na kanapie w rogu i zawzięcie stukał w klawiaturę
rozłożonego na kolanach laptopa. Spojrzała na niego, jakby szukając pomocy w
niezręcznej sytuacji. Młody blondyn wyglądał jej na osobę nielubiącą się wychylać
i przesadnie nikomu narzucać, więc uznała, że ktoś taki umie bezkonfliktowo
obchodzić się z Lambertem. Miron napotkał jej niepewny wzrok, jednak również
się nie odezwał ani nie dał żadnego znaku. Od razu wrócił do swojego zajęcia.
Przez chwilę jeszcze jednak rzucał na nią okiem znad monitora.
– Umiesz
pisać, tak? – odezwał się w końcu Lambert. – Odnajdujesz się w poezji?
Ola
spojrzała na niego podejrzliwie, nie wiedząc, co miało na celu jego pytanie.
Miron także na chwilę oderwał się od pracy i wodził wzrokiem od niej do niego,
bacznie obserwując ruchy ich ciał. Gdy dziewczyna wyraźnie się strofowała,
Lambert wykorzystał swoją emocjonalną przewagę i przybrał rolę niemalże guru.
– Nigdy
nie pisałam jej zbyt wiele – odpowiedziała w końcu.
– Spróbuj
coś napisać. Najlepiej dzisiaj. Najlepiej w nocy, to idealna pora. Kiedy znowu
się spotkamy, pokażesz, co ci z tego wyszło. Postaraj się.
Nie
zabrzmiało to jak prośba ani propozycja, lecz jak rozkaz. Dziewczyna spuściła
głowę i przez chwilę się nad tym zastanawiała, po czym przeniosła wzrok znowu
na zdjęcia na ścianie. Niektóre wyglądały naprawdę ujmująco i pięknie, Lambert
genialnie uchwytywał momenty. Ciekawe, czy długo szukał odpowiednich chwil na
przyciśnięcie spustu migawki, czy przychodziło mu to tak naturalnie jak
oddychanie. Obstawiała to drugie. Wszystko, co robił wydawało się jego i tylko
jego. Jedyne i niepowtarzalne.
♦
Ze studia
wydostali się późnym wieczorem, gdy zaczynało się już ściemniać. Lambert miał
jeszcze jakieś sprawy do załatwienia, więc szybko się pożegnał i ich zostawił,
na odchodnym prosząc Mirona, aby odprowadził Olę do mieszkania, bo jeszcze
znowu spotka ją nieprzyjemna przygoda. Miron nie zaprotestował ani się nie
zgodził, spojrzał tylko na dziewczynę swoimi błękitnymi oczyma.
– Nieprzyjemna
przygoda?
– Nie
pytaj. To długa historia – odparła dziewczyna, wzdychając lekko.
– Wybacz,
że niezbyt rozmowny byłem dzisiaj. Pewnie chciałabyś, żebym wybawił cię od
rozmowy z Lambertem, ale on mógłby to źle odebrać, a bywa porywczy. Nie
chciałem z nim zadzierać.
– Nie mam
ci za złe.
Ruszyli
przed siebie krok w krok.
–
Polubiłaś go?
– Sama
nie wiem. Jest w nim coś przyciągającego i chciałabym go poznać bliżej. Na
razie mam mieszane uczucia.
–
Rozumiem. Pamiętam, jak ja go poznawałem na początku. – Wzniósł oczy do góry,
śledząc wzrokiem przelatujące nad nimi gołębie. – Też nie czułem się komfortowo.
Zadawałem pytania jakieś bez sensu, a on mnie często trochę spławiał, wiercił
wzrokiem... Lambert jest trudny. Trzeba się przyzwyczaić do jego surowości, chłodu.
To po czasie przestaje tak bardzo przeszkadzać.
– Czyli
nie tylko dla mnie jest taki hardy? – zapytała.
– Na
pewno nie. – Miron przyjrzał jej się dokładnie. – Nie daj mu się zmanipulować
ani zastraszać, a powinno pójść dobrze. Wydajesz się miła, szkoda by było,
gdyby cię zmieniał.
– Zapamiętam.
Wreszcie udało mi się tu do ciebie dotrzeć i wszystko nadrobić. Ostatnio mam jakiś strasznie zakręcony czas w moim życiu, a z gospodarowania czasem powinnam wziąć jakieś korki. Nieważne!
OdpowiedzUsuńPrzechodząc do twojego opowiadania - podoba mi się jego klimat. Twoje opisy są cudne, dialogi również. Cały czas zastanawia mnie relacja, jaka łączy Lamberta z dziewczyną. On ją intryguje, ona go również. Ale to wszystko wygląda mi bardziej na taki związek na zasadzie mentor-uczennica. Nic więcej.
Lambert jest specyficzną osobą. Takiego to można albo zaakceptować i polubić, albo szybko znienawidzić. On nie otacza się wielką ilością osób, ale mnie to nie dziwi. Słyszałaś o tym, że większość fotografów nie lubi towarzystwa innych ludzi? Ja tak mam, a i ogólne statystyki, które ostatnio czytałam o tym świadczą :D Lambert więc wpisuje się w ten schemat. Prawdziwy artysta :D
Jestem ciekawa, czy Ola go posłucha. Wydaje się nieco buntowniczą osóbką. Może weźmie sobie słowa Mirona do serca i nie pozwoli się zmienić? Oby!
Czekam na ciąg dalszy :)
Gospodarowanie czasem to nie tylko Twój problem, także nie czuj się samotna w swoim zakręceniu ;). Mnie ostatnio coraz częściej mnóstwo czasu zlatuje na niczym albo ciągnę zbyt długo proste czynności, które można by zmieścić w piętnastu minutach. No cóż XD
UsuńNie słyszałam o tych statystykach, a nawet trochę mnie zdziwiły. Artyści, wiadomo, lubią przebywać w samotności, ale fotografia nierzadko łączy się z pracą z ludźmi, portretowaniem ich (jak dla mnie najciekawsza jest właśnie fotografia portretowa). Jednak każdy fotografuje, co chce, nie trzeba koniecznie użerać się przy tym z innymi.
Dzięki za komentarz ;)
Mnie pochłania niestety firma i wszystko, co z nią związane. Nawet studiowanie gdzieś sobie odfrunęło na dalszy plan :D Ale w tych statystykach chodziło właśnie o fotografików, którzy współpracują z ludźmi :D Coś na zasadzie - mam aparat w łapkach, to płynę na fali i czerpę energię z pracy, ale jak już odłożę aparat na półkę to tracę zdolność swobodnego komunikowania się z ludźmi i ogólnie dobrze mi, jak ich nie ma :D Artyści to dziwni ludzie są, nie staraj się zrozumieć, bo nie wiem, czy się da :D Sama siebie momentami przestaję rozumieć xD
UsuńCzyli to Lambert stworzył te mroczne fotografie, na które natknęła się Ola? To trochę smutne, bo liczyłam na nową, ciekawą postać. Lambert jest dość specyficznym facetem. Trudno zrozumieć do końca, do czego tak naprawdę dąży. Chętnie dowiem się jak wypadła współpraca tej dwójki. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńFaktycznie był teraz dobry moment na wprowadzenie nowej postaci, ale tutaj jednak nie będzie ich już więcej, w każdym razie nie znajdzie się tu nikt istotny. Wszystko skupia się głównie na Lambercie, Oli i Mironie ;)
UsuńPozdrawiam
Wybacz, że tak późno przybywam, ale szkoła ;v
OdpowiedzUsuńKońcówka rozdziału dość mroczna... Jakby ukazująca, czy też potwierdzająca ciemniejszą stronę Lamberta, która emanuje w atmosferze przez wszystkie sceny, kiedy o nim mowa. "Nie daj mu się zmanipulować ani zastraszać, a powinno pójść dobrze. Wydajesz się miła, szkoda by było, gdyby cię zmieniał."
Nadal podtrzymuje, że moją ulubioną postacią jest Miron. Lamberta i Olę również bardzo lubię, ale Miron jest... wydaje się nieco inny niż oni, i wiem, że to głupie, ale postrzegam o jako takiego Anioła Stróża Oli (tak, zawsze musi się odzywać większa cześć mojego gustu, wielbiąca angelfantasy). Wiesz, po cichu liczę na bliższą relację Mirona i Oli ;)
Tak myślałam, że to Lambert tworzył te fotki, a jak komentatorka nade mną, jednocześnie myślałam, że pojawi się nowa postać. Choć, szerze mówiąc, nie wiem, czy bym chciała nową postać. Wszystko, co opisujesz jest, jak wielokrotnie powtarzam, anielskie i ma swoisty klimat. Wszystko skupia się na trzech postaciach i jest to bardzo takie Twoje, swoiste, klimatyczne.
Rozdział ciekawy, końcówka najbardziej mi się podobała: Miron i Ola, heh.
Lecę do następnego ;)
Pozdrawiam, weny i inspiracji
cieniste-senne-marzenia.blogspot.com
Rozumiem, mnie też szkoła ostatnio bardzo pochłania, więc czytanie, pisanie i komentowanie schodzi na nieco dalszy plan. No cóż poradzić...
UsuńNazwanie Mirona Aniołem Stróżem Oli jest dość trafnym określeniem. Ale o tym będzie później ;)
Lambert jest dla mnie coraz większą zagadką. A co do Oli - zdziwiło mnie to, że bez większego zastanowienia poszła do ich pracowni. Zachowanie jej rodziców w wypadku gdyby się o tym dowiedzieli, wcale by mnie nie zszokowało. Przeciwnie - zgodziłabym się z nimi w stu procentach. To w końcu obcy, grubo starszy facet.
OdpowiedzUsuńJa na miejscu Oli nie poszłabym do ich pracowni, pewnie nawet nie chciałabym utrzymywać znajomości z takim Lambertem, ale gdyby ona była na tyle ostrożna, opowiadanie w ogóle nie miałoby sensu. Ta wręcz lekkomyślność Oli działa tutaj jak należy ;)
UsuńKurczę, niby Ola jest opanowana i cicha, ale jednak bez problemu zgadza się na kolacje i odwiedzanie pracowni z facetem, który mógłby być jej ojcem. Trochę mi tu śmierdzi XD A przynajmniej Lambert wydaje się ciężkim typem człowieka, na pewno wobec młodszych. To tak, jakby on rozkładał wszystkie karty trochę nie licząc się z tym, co inni mają do zaoferowania. Odniosłam wrażenie, że nie chce pomóc Oli się rozwinąć, ale narzucić jej dużo obowiązków, z których będzie ją później rozliczać. Taki typ domina! :D
OdpowiedzUsuńMoże i znajomość ze starszą osobą nie jest taka zła, ale ja tu widzę coś więcej, niż tylko ot takie ,,koleżankowanie". Martwi mnie ta sprawa z rodzicami i to, jak wszyscy mogliby odebrać taką znajomość xD
Lambert to typ dominatora, który lubi mieć wszystko zrobione po swojemu, prosto, bez użerania się z innymi ludźmi. I choć zależy mu na tym, żeby Ola czy Miron rozwijali się przy nim i chce im w tym pomagać, czasem nie liczy się z ich emocjami, nie ma wyczucia pod tym względem i jest niekiedy najzwyczajniej chamski i nieprzyjemny.
Usuń